środa, 10 sierpnia 2016

Warmachine MKIII

Hej!

    Dawno nie pisałem, ale cały czas aktywnie uczestniczę w hobby, a zaiste, jest w czym uczestniczyć! Ostatnie miesiące przyniosły nam nową edycję Warmachine/Hordes i chciałbym się tutaj z Wami podzielić moimi odczuciami w związku z wprowadzonymi zmianami. Ten artykuł jest bardzo trudny, bo z jednej strony mam świadomość faktu, że środowisko fanów PrivateerPress ma w Polsce opinię kompletnych fanboy'ów i oszołomów, z drugiej zaś czasem ciężko ukryć entuzjazm. Zatem uwierzcie lub nie, ale spróbuję przeprowadzić swoją wypowiedź w możliwie obiektywny sposób.

    Po sześciu latach doczekaliśmy się zmiany edycji. Był to krok niebywale daleki od spodziewanego, bo żyliśmy w przekonaniu że PP nie ma większej potrzeby wprowadzać żadnych drastycznych zmian, których nie mogłoby wykonać erratą. Gra oczywiście miała, ma i będzie mieć swoje problemy, jak każdy tego typu produkt. Głównymi były: słaba jakość modeli, trudny start w ich grę, miejscami brak przejrzystości no i kwestie balansu jak zawsze wymagały stałej kontroli, jednym nieprzemyślany release'em można złamać cały system i popsuć ludziom na turniejach zabawę na kilka miesięcy czasu, co nie pozostaje bez wpływu na morale graczy.

    Nowa edycja została przeprowadzona w raczej bezbolesny sposób. Oczywiście, zasady wszystkich modeli się zmieniły, ale jest to raczej coś na kształt reinterpretacji konkretnych umiejętności naszych wojaków. Dalej pełnią te same funkcje, niektóre synergie czy interakcje uległy zmianie, inne całkowitemu usunięciu.

     Cieszy mnie fakt, że oddalono niejako najemników od reszty frakcji, teraz naprawdę mocno warto się zastanowić czy "kary" w postaci ograniczenia synergii między modelami z naszej frakcji, a najemnikami są wprost proporcjonalne do korzyści płynących z umieszczenia tych konkretnych bohaterów czy jednostek w naszych szeregach. Mnie jako gracza najemników to cieszy, bo mam więcej "swoich własnych" zagrań, do których inni nie mają dostępu, a cała gra korzysta na tym, że ów głośny "learning curve" wygładził się znacząco - nie musimy już bowiem ogarniać wszystkich swoich jednostek + wszystkich najemników których potencjalnie możemy wynająć, a jedynie tych kilku  u których kary wynikające z bycia modelem "non-faction" są mało dotkliwe, albo ich umiejętności sa tak cenne że przymykamy na to oko.

    Zasady zostały sklaryfikowane jeszcze ciut bardziej, skróciły się epistoły na odwrotach kart, usunięto część zasad w ogóle, jak na przykład wraki pozostające po modelach ( był to fajny smaczek, ale w dla niektórych armii znaczył znacznie więcej niż dla inny.... i to w stopniu , który przestawał być fair) i usunięto psychologię. O ile do pierwszej zmiany mam mieszane uczucia, tak druga jak najbardziej mi podpasowała. Zasady psychologii w maszynce zawsze były z gruba ciosane i uciążliwe, nie stwarzały wrażenia realizmu, a tworzyły jedynie przestrzeń do exploitowania zasad. Wybitnie korzystnie udało się zmienić zasady warjacków tak, aby były bardziej opłacalne w użyciu, wreszcie gra zaczyna odróżniać się od innych bitewniaków. Armie są zauważalnie mniejsze, w rzadko której rozpisce znajdzie się miejsce na dwa czy trzy duże oddziały piechoty. Maszynka stała się tym, czym miała być. Jeden duży oddział piechoty, kilku bohaterów i 4-5 dużye, imponujące modele, mające dostęp do manewrów takich jak rzuty, taranowanie czy tratowanie, wszystko otoczone magicznymi zaklęciami i umiejętnościami naszego głównego bohatera. Po dwunastu bodajże latach funkcjonowania produktu na rynku, wreszcie skończyło się infantrymachine!

    Niestety, zmiana jakości modeli postępuje znacznie, znacznie wolniej niźlibyśmy sobie tego życzyli. Prywaciarze wypuścili ostatnio  swoje pierwsze "prawdziwe" plastiki, co jest krokiem milowym, ale owe oczywiscie ustępują jakościa spasowania innym wydawcom. Poza tym, w plastiku wychodzą raptem niektóre modele, reszta dalej będzie wydawana w metalu lub żywicy. Jakość jest niestety, ale wciąż mieszana. Kity wydane ostatnimi laty sa niezłe, ale dalej pozostają w ofercie istne artefakty.

Oczywiście temat ten jest tak głęboki że nie ma sensu próbować opisać wszystkiego. Może jeszcze zajmę się kolejnymi rozdziałami zmian w mojej ulubionej grze na łamach bloga, ale mam świadomośc że jest to content bardzo niszowy, ludzie z nieufnoscią i uprzedzeniami łypią na ten system, i dawno już odechciało mi się wtłaczać go Wam na siłę :) W razie gdybyście byli zainteresowani dowiedzeniem się więcej, dajcie znać! Poniżej przydługawy unboxing startera do cygnaru, znajdzie się tam masa bardziej szczegółowych informacji i przegląd jakosci modeli , okraszone moją prywatną, zaskakująco sceptyczną narracją.




poniedziałek, 11 stycznia 2016

Forstgrave - wrażenia

Hej!

      Ostatnimi czasy popróbowałem sobie z przyjacielem system Frostgrave. Uwielbiam taką fuzję skirmishowego bitewniaka z grami RPG, i liczyłem cicho na następcę Mordheim/Warheim, niestety delikatnie się zawiodłem... czemu ? kilka słów o tym znajdziecie poniżej. Ten materiał nie będzie miał na celu ramowego opisania zasad a raczej przybliżenie Wam mojego subiektywnego zdania o produkcie. Znakomity materiał o mechanice systemu znajdziecie na blogu kolegi Inkuba Wojna w miniaturze.

     Podejście do Frostgrave zacząłem od lektury podręcznika i obejrzeniu kilku raportów z kampanii na serwisie Youtube. Na tym etapie dałem ponieść się fali entuzjazmu i nie dostrzegałem szczególnych problemów z samym systemem. Mniejszy stół i mniejszy nacisk na rozgrywkę na wielu wysokościach sprawiają że gra wymaga mniej terenów od Mordheim , co na pewno jest sporą zaletą. Samo tworzenie bandy było bardzo proste, jedynie wybór czarów z bardzo obszernej listy spowalnia znacznie proces, ale w zasadzie jest to przyjemność, prawda ?

  Gra ma bardzo przyjemne tempo, na dodatek mechanika grupowych aktywacji minimalizuje problem gier warhammeropodobnych pt: "jeden gracz gra, a drugi idzie sobie zaparzyć herbatę" i fajnie skupia uwagę przez cały czas trwania rozgrywki. Zróżnicowane i ciekawe zaklęcia pozwalają na rozmaite pomysłowe zagrywki co również sprawia że nie jest żmudna w żadnym calu. Urzekł mnie sposób rekrutowania stronników. Nabywanie tragarzy, bardów łotrzyków czy rycerzy przy rozgrywce nastawionej na rozgrywanie niejednokrotnie fabularyzowanych ( w przypadku grania na "Thaw of the Lich King") scenariuszy sprawia , że przypomniałem sobie momentalnie licealne czasy przewalone na D&D'kowe kampanie o klasycznym, Dungeon Crawler'owym zabarwieniu. Ku mojemu rozczarowaniu klasy te ( przynajmniej te z podstawki ) nie oferują stronnikom żadnych unikalnych umiejętności - łowca różni się od łucznika jedynie statystykami, a łotrzyk nie ma żadnych ciosów w plecy ani ukrywania się - z jednej strony proste, z drugiej niestety lekko rozczarowujące. Na pochwałę zasługuje jednak balans. Mimo zastosowania wielu różnych szkół magii , drastycznie różniących się charakterem , niejednokrotnie całkowicie stroniących np od zaklęć ofensywnych , to system szkół pokrewnych, neutralnych i zabronionych sprauje się znakomicie w balansowaniu gry i urozmaicaniu rozgrywki.

     W zasadzie tyle z zachwytów. System jest niestety bardzo, bardzo losowy. Zastosowanie pojedynczych rzutów k20 sprawia, że ta losowość jeszcze bardziej rzuca się w oczy niż w klasycznych systemach gier bitewnych. Już rzuty 1k6 są słabym zastosowaniem, gdyż nie ułatwiają statystyce wykonania swojej roboty jeśli chodzi o rachunek prawdopodobieństwa , co dopiero 1k20.        W drugiej z naszych gier zdołałem zabić magicznymi pociskami wrażego maga i ucznia w jedną turę, co sprawiło że praktycznie nie miał po co kontynuować gry. Nie jest to coś niespotykanego w świecie mniej lub bardziej losowych gier bitewnych, ale tutaj mam wrażenie że gra to większą rolę niż gdziekolwiek indziej.

     Drugim bardziej znaczącym problemem okazał się fakt, że zasady dotyczące kończenia rozgrywki są męczące. Założenie, że gracze po zabiciu wrogowi większości ważnych modeli nadal łażą n- tur po mapie żeby dobić tego łotrzyka biegającego po ruinach, albo podniesienie i ślamazarne dotoczenie skarbów do swojej krawędzi stołu sprawia, że gra traci wszystko, co było jej zaletą na początku rozgrywki - łatwość , szybkość i dynamizm systemu. W Mordheim mechanika rout testów bardzo sprawnie eliminowała problem łażenia kilkoma ludkami po sporym stole w poszukiwaniu ostatniego wroga do dobicia, albo problem tachania grudek wyrdstona w bezpieczne miejsce w nie mniej realistyczny a zarazem przyjemny i dynamiczny sposób.

     Ostatnią rzeczą , do której mam większe zastrzeżenia jest sekcja po bitwie. Niestety, awanse nie są tak widoczne i dynamiczne jak w Mordheim , obniżenie sobie casting value zaklęcia , czy nawet nauczenie się nowego nie jest tak widowiskowe jak nauczenie jednego ze swoich herosów jakiegoś atutu. Tym bardziej, że awansować możemy jedynie magów, nie ma więc mowy o tworzeniu builda pod tytułem "asasyn do rzucania sztyletami i ukrywania się" czy innych, podobnych pomysłów jakie miewamy grając w starą dobrą mordkę.


Słowem podsumowania - cały czas towarzyszyło mi przeczucie, że gram w zubożone Mordheim - okrojone o mechaniki które lubiłem ( sprzedaż wyrdstone , mocne awanse , fajne przeszukiwanie ruin między bitwami ) i wzbogacone o takie, które robią na mnie mniejsze wrażenie.

Mam nadzieję że czytelnicy zrozumieją że tego typu wypowiedzi mają charakter skrajnie subiektywny i nie będą mi robić większych problemów w związku z podważaniem atrakcyjności popularnego produktu. Pisałem zgodnie z moim sumieniem i mam nadzieję , że być może Wy będziecie mieli lepszą zabawę z tym produktem niż ja :)




niedziela, 3 stycznia 2016

Oldschoolowy unboxing - WFB skeleton warriors regiment

Hej!

    Po poście ogłaszającym powrót wypadałoby jak najszybciej pośpieszyć z wrzuceniem nowego contentu, prawda ? Mam dziś dla Was coś specjalnego. Ostatnimi czasy wpadło mi w ręce zafoliowane pudełko starych szkieletów do battla, szata graficzna obwoluty datuje ją bodaj na V edycję WFB , i muszę przyznać że jego zawartość nie przypomina zbyt tego, co miałem okazję dotychczas poznać.




    Pierwszym sporym zaskoczeniem był fakt, że szata graficzna nie jest nadrukowana na pudełku, a na obwolucie.... szczerze powiedziawszy , zbyt młody jestem, żeby wiedzieć, że tak właśnie drzewiej GW pakowało swoje pacyny. Ładna grafika, śliczne, stare czcionki i żywy czerwony kolor obwoluty skrywał biało-szary , minimalistyczny sztywny karton , którego designu nie powstydziłby się sam Steve Jobs. Bardzo miłe i eleganckie rozwiązanie, moim skromnym zdaniem. Wart wspomnienia jest też fakt, że te starsze kartony są o niebo solidniejsze od obecnie stosowanych. W porywie odwagi skusiłbym sie nawet na stwierdzenie że bez obaw oddałbym takowe w niezawodne ręce polskiego pocztylionu.


 Sama zawartość kartonu również nie była czymś, na co byłbym szczególnie przygotowany. Zastałem mianowicie pudło wypchane niemalże po brzegi dobrem - od bogatego zestawu wyprasek odlanych w kościanym kolorze, aby ułatwić szybkie pomalowanie , poprzez clampack ( nikt natenczas o takiej nazwie chyba nie słyszał) z częściami umożliwiającymi nam sklejenie grupy dowodzenia, zestawie tarcz i podstawek, na movement trayu odlanym z zielonego plastiku i zestawie kalkomanii na tarcze kończąc! Wart uwagi jest również fakt, że na wypraskach mogliśmy znaleźć kilka opcji wyposażenia, oraz drobne elementy scenerii w postaci nagrobków.












Powrót do aktywności!

Hej!

   Nie było mnie tu kupę czasu, jak to zwykle bywa w takich razach poszło oczywiście o możliwości w zakresie zorganizowania stosownej ilości czasu ( a może zarządzania nim ? ;) ) na aktywne przelewanie mojej aktywności hobbystycznej na cyfrowy papier. Dość mocna aktywizacja zawodowa sprawia, że nie przewiduję powrotu do prac na zlecenie, natomiast chętnie wrócę do współtworzenia tkanki naszej małej społeczności.

   Jeśli zaś chodzi o pola, w których realizuję się w ramach hobby, to dość sporo się zmieniło. Niestety, ograniczenia czasowe związane z pracą, studiami i narastającym nawałem spraw prywatnych sprawiły że musiałem oddalić się trochę od ukochanej Warmachine.... cóż, jest to produkt na tyle wymagający i zachęcający do kompetetywnej gry , że nie jestem pewny, czy mam jak udźwignąć to brzemię.

  Z bardziej pozytywnych newsów, upadek WFB w takim kształcie, w jakim znaliśmy go w ostatnich dekadach okazał się być dla mnie swoistym błogosławieństwem. Uwolniony od niejakiego reżimu kolejnych, pędzących edycji , których zasady i meta coraz bardziej odbiegały od tego co w młotku kochałem rzuciłem się ochoczo w działania Oldhammerowe. W moim zaciszu domowym czas zatrzymał się ponad dekadę temu i ochoczo młócę z bliskimi i znajomymi w VIed młotka. Prawdopodobnie na łamach tego czytadła, będziecie mieli w przyszłości wątpliwą przyjemność zapoznania się z aktualnościami w zakresie kompletowania mojej armii imperium, prawdopodobnie tu i ówdzie poprzetykanej High Elfami i Vampire Counts'ami moich współgraczy.

  W ramach odpoczynku od tego "ciężkiego" tematu romansuje z grami skirmishowymi - Frostgravem, Mordheimem i w odleglejszej przyszłości pewnie i Warheimem.

  Wydaje mi się, że stosownym będzie, abym kontynuował moją działalność w zakresie porad dla początkujących modelarzy i pracę.... opiniotwórczą (?) w zakresie szeroko pojętego hobby... Mam takie ulotne wrażenie, że może to być dla Was bardziej interesujące niż to co akurat mam na biurku i w charakterystycznym żółwim tempie pokrywam kolejnymi warstwami farby,

Mam nadzieję że zdołam w najbliższym czasie odzyskać chociaż cząstkę dawnej "popularności" i, że może uda mi sie zaskarbić nowych czytelników. Pozdrawiam gorąco i zachęcam do lektury!


piątek, 30 stycznia 2015

Shield of Baal tyranids Lvl 2





Painting Basics 5 : Brush and Colours pt.2

    Zdaje się, że wreszcie jesteśmy gotowi podejść do tematu farb, a jest on dość złożony. Dotychczas byłem zdecydowanym fanem produktów Games Workshop, tak więc legendarnych Citadel Colours. Niestety, ich paleta długo okrawana była z różnych ciekawych kolorów , za którymi niejedna dusza zdążyła zatęsknić. Potem w miejsce klasycznych inków ( tuszy ) wprowadzono washe , które zrobiły nie lada furrorę, i to słusznie, a następnie dobudowano paletę Citadel Foundation - mocno pigmentaryzowanych farb, przeznaczonych na kolory bazowe. Tutaj jakość była dośc nierówna, ale jestem wielkim fanem części z tamtych kolorów.
    Na nieszczęście moje, i chyba wszystkich z Nas ktoś w Gie Wu uznał za stosowne przeprowadzić kolorową rewolucję, idąc w ślady za naszymi parlamentarzystami. 3 linie farb zastąpiono <uwaga oklaski>.... ośmioma. Oczywiście miało to na celu ułatwienie początkującym...
    It seems that we are finally ready to take care of paints. This topic is quite complex. Until now, ive been a great fan of Citadel products , I found use of all three palettes of their products ( Citadel Colours, Wahses and Foundation ) Unfortunately , one day they decided to do a revolution and replace 3 series of paints with 8 new ones. Ill try to describe my opinion on them below:

    Zaczynając po kolei mamy więc paletę "Edge" -> farb przeznaczonych do techniki liningu              (tj. zaznaczania krawędzi modelu jaśniejszym odcieniem koloru). Nie miałem nigdy żadnej w rękach, a lining z powodzeniem stosowany jest niemalże od początku historii naszego hobby. Może jestem malkontentem, ale nie sądze żeby jakakolwiek technologia mogła coś zmienić czy ułatwić w zakresie malowania liningu na naszych figuraskach. Słowem mówiąc: Nie ma potrzeby kupowania żadnego egzemplarza tych farb.
    Starting from the beggining , according to GW site, we can see "Citadel edge" , which is selection of paints made especially for lining ( aka edge highlighting ). Well, i have not used any of them, but lining is one of oldest miniature painting techniques, and never required special paints. I can even say that i doubt, that any paint formula can make this technique easier.... I dont really feel an urge to ever buy this stuff

    Następnie mamy paletę "Technical" , czyli linię odpowiedzialną za szeroko pojętą chemię modelarską. tutaj moje emocje są mieszane , bo z czystym sercem polecą "Blood for the Blood God" (efekty krwi na modelach) , "Lahmian Medium" (ułatwia kontrolę rozwodnionej farby) , "Nihilakh Oxide" ( do efektu zaśniedziałego mosiądzu ) Reszty produktów albo nie próbowałem , albo mnie rozczarowały ( np liquid green stuff )  Na wyjątkowe wspomnienie należy "agrellan earth" które jest niezłym produktem imitującym spękaną ziemię na podstawkach, ale inni producenci oferują podobne specyfiki lepszej jakości i w nieporównywalnie niższej cenie
    Next , we can see "Technical" palette, which is rather bundle of special effects than a palette. I really appreciate the idea standing behind it. According to its varied nature is hard to grade it. Some paints are really usefull , like " Blood for the blood God" , Nihilakh Oxide"  or "Lahmian medium" - those are actually nice. I find other ones as not as interesting. Agrellan earth is actually quite bad product, but only because of high price. We can get simillar effects with cheaper stuff...

    Kolejną linią farb są "Citadel Layer" czyli farby przeznaczone do rozjaśniania. Są one mniej napigmentaryzowane od standardowych, co ma ułatwić początkującym opanowanie technik malarskich... Cóż, może nie jestem ich zwolennikiem przez wzgląd na fakt, że do takich znowu początkujących nie należę i przyzwyczaiłem się do rozwadniania farbek wodą :) Kupując normalną farbkę zawsze możemy ją opanować, a kupując "lajersa" uzykujemy niejako wybrakowany produkt, gdyż ich pigmentaryzacja nie pozwala na uzyskanie równych i nasyconych kolorów bazowych. Na szczególnego hejta zasługują farby metaliczne - rozczarowanie stulecia. Słowem podsumowania - nabyłem kilka, może kilkanaście egzemplarzy , resztę będe omijał szerokim łukiem.
    "Citadel Layers" made me mad. Those were designed for new painters, they consist of less pigment, so unexperienced users don't have to bother themselves with watering them down... what a silly idea, really. We buy shitty paints ( because of lacking pigment ) and normal palette is limited because of existence of "Layers" ....

    "Citadel Dry" to farbki przeznaczone do tzw. Drybrusha ( techniki suchego pędzla) - mają konsystencję pasty , generalnie to samo można robić każdą farbką pod słońcem. Na pozytywną wspominkę zasługuje kolor "Ryza Rust" przeznaczony do akcentowania rdzy , ma ciekawy kolor i jest wygodna w uzyciu, polecam. Innych palcem nie trące.
    " Citadel Dry" were meant to serve as specially formulated ( much thicker, like paste ) drybrush paints.... really ? Drybrushing is simplest technique in history of miniature painting and we are suposed to buy special paint for it ?!? I have to make honourable mention for "Ryza Rust" which is quite intresting way to improve the look of  rusted areas.

     Kolejna paleta jest następcą kultowych washy - mowa tu o "Citadel Shades" - bardzo fajna selekcja kolorów , nienajgorsza jakość. Posiadam kilka i całkiem sobie cenię, chociaż staram się powoli ograniczać ich użycie z racji starań w kierunku przesiadki na bardziej zaawansowane techniki. Początkującym gorąco polecam , na początek zestaw "Reikland Fleshshade" , "Nuln Oil" i "Agrax Earthshade" na pewno zaspokoi większość Waszych potrzeb :)
    Next product line is actually good "Citadel Shades" are just slightly changed citadel washes - usefull thing for a new painters, really. Their quality is quite nice , i can reccomend this product. For new painters I can easily suggest to buy basic 3 colours - "Nuln Oil", "Reikland Fleshshade" and " Agrax Earthshade". Such triad will be usefull tool on every painters desk. Other shades are also nice.

    Kolejna seria farb to "Citadel Base" - całkiem fajnej jakości farbki , pierwotnie przeznaczone do kolorów bazowych. Po rozwodnieniu mogą oczywiście służyć do każdej techniki , od wspomnianych wyżej: layeringu, drybrusha i liningu aż po laserunek i inne, bardziej skomplikowane pomysły. Generalnie uważam że spokojnie mogliby zlikwidować całe serie "layer", "edge" oraz "dry" oby powiększyć selekcję "base'ów" -> to są normalne farby. Pigmentaryzacja nienajgorsza, troszkę drażni mnie żelowata konsystencja , ale mam wiele z nich i korzystam bez narzekania. Gdy brakuje mi jakiegoś koloru do zlecenia a na półkach nie mogę znaleźć farb moich ulubionych producentów, to mój wzrok natychmiast pada na półeczkę z "Bejsami"
    "Citadel Base" is the most generic palette - those are nicely pigmented paints, a jack of all trades, really. I like them , even though their are a little too thick and "gelly" for my taste. 

    "Citadel Glaze" to produkt , który wrócił na półkę po wielu latach w odstawce, rzekomo kiedyś były już w sprzedaży u GW, ja jestem w tym hobby za krótko , żeby móc ich spróbować. Nowe glaze'y nie nadają się zbyt dobrze do tego , co zwyczajowo nazywamy techniką laserunku czy glazingu.
     Są to bardzo słabiutko pigmentaryzowane farby  teoretycznie przeznaczone do delikatnego przebarwiania powierzchni... w praktyce nie widzę dla nich większego zastosowania, są bardzo błyszczące i raczej irytujące w użyciu. Na szczęście cała paleta liczy sobie 4 kolory.
    " Citadel Glaze" are back on the market after many years - and i must warn You - they are not meant for glazing technique , they are way to glossy and thick for proper glazing. Only way i found use of them is treating them as glossy colourchanger- thingy, especialy for metallic areas. I do not reccomend those though. 

    Ostatnią linią produktów GW są "Texture" czyli farby przeznaczone do wykańczania podstawek, podobnie co "Agrellan Earth" z  "techical'i" istnieją tańsze zamienniki, chociażby sandy paste vallejo , czy głupi wikol z piaseczkiem.... Można używac tych produktów, z tym że nie widze w tym większego sensu przez wzgląd na wątpliwą wydajność tego rozwiązania.
   And last series of GW new paints are " Texture " paints , which are not really bad, unfortunately quite pricey- i would rather use PVA glue , sand and paints, or Vallejo sandy paste  than few jars of "textures" in order to finish a small army for warhammer.... 

                                                                                                                           Ciąg dalszy nastąpi...
                                                                                                                               To be continued....

czwartek, 29 stycznia 2015

Painting Basics 5 : Brush and Colours pt.1

Witam,
Hi there,

    Dłuższą chwilkę nie byłem w stanie kontynuować serii moich poradników, lecz nastąpił najwyższy czas, żeby zmienić tą haniebną rzeczywistość. Pojawiło się trochę czasu i oto siedzę przy klawiaturze ochoczo skrobiąc te wskazówki dla Was. Dziś chciałbym zająć się tematem doboru farb oraz pędzli, jakich będziemy używać w czasie naszych malarskich przygód.
   Chciałbym zaznaczyć że wszystkie wymienione w artykule oceny są oparte na osobistych odczuciach autora -  tak więc tym razem krytyka pt. " To a to jest lepsze " jest bezprzedmiotowa. Piszę tylko i wyłącznie moje zdanie, i mam nadzieję że nowicjusze postąpią zgodnie z własnym pojmowaniem ich dobrego interesu i zaufają mi, tudzież wybiorą inny artykuł/opinie którymi będą się kierować

    Its been a while, since I;ve written last episode of this tutorial series , but the time has come, Ive managed to organise myself a bit of free time, and here I am , writing theese tips enthusiastically. Today, I'm going to write about choosing right brushes and paints for Your painting adventure.
     I would like to tell in advance, that all opinions written below are based on my personal feelings and choices , not an objective truth, since such does not exist.

    Zacznijmy od pędzli , obok zamieszczam zdjęcie własnego kubeczka - Nie ma w nim wielu pędzli, bo i nie lubię wielu używać. Mamy tam szeroką grupę pędzli o bordowych trzonkach - to pędzle formy Kozłowski, wyposażone w słynne włosie typu Kolinsky - należą one do rozsądnej półki średniej i jako takie gorąco je polecam. Kosztują tak naprawdę niewiele więcej niż popularne pędzle Citadel , a są trwalsze ( te z fotografii służyły 2 lata! ) i bardziej precyzyjne.
     Na ilustracji widzimy że wyżej wspomniane pędzle tutaj również się znajdują, w liczbie trzech egzemplarzy - dwa wyposażone są w czarne, matowe uchwyty, natomiast jeden jest niebieski. I o ile o tych nowszych, czarnych mam bardzo złą opinię, z racji na łatwo rodzielające się włosie, które dobry szpic trzyma raptem kilkanaście godzin malowania, to te stare , niebieskie mogę polecić z czystym sercem. Niestety, są one nie do dostania już od wielu lat.
     Z pędzli o czerwonych uchwytach możemy wyróżnić jeden, o białym włosiu. Jest to pędzel syntetyczny marki Mag-Pol, używam go do farb innych od akrylowych. Są to bardzo tanie pędzle krajowej produkcji, wielu sięga po nie w trakcie nauki malowania.... I ciężko powiedzieć żebym był entuzjastą tego podejścia.
      Pędzel ulokowany skrajnie po prawej to Windsor & Newton Series 7  - mercedes wśród pędzli. Również bazują one na włosiu Kolinsky , kosztują niemalże trzykrotnie tyle co pędzelki Kozłowskiego  czy Citadel , a mimo to uważam że wart był swojej ceny. W sprzedaży występują w dwóch seriach - Miniature, oraz Standard. Seria Miniature wyposażona jest w krótsze włosie, ja jednak zdecydowałem się na to standardowe , gdyż dzięki wiekszej objętości włosia magazynuje ono większą ilość farby, co ułatwia proces malowania.

    Let's begin with the brushes, here is picture of my tools. As You may see, there is not many of brushes inside, and I like to keep it this way. You may notice large group of brushes with red , and dark red handgrip - those are brushes made by Kozłowski company, with Kolinsky type hair - those are solid middle class for brushes, and I reccomend those a lot. They are not that much more expencive than citadel ones, and work  really much better. 
    We have three Citadel brushes up there - two of them have black handgrips, and one is supplied with blue one, characteristic for old brushes from this company. I dislike new ones a lot, they are fine at first, but hair is gonna separate really quickly, and it is real pain in butt. Older one is cool , but unfortunately You can't get any of theese anymore.
     Among the brushes with red handgrips there is hiding one with white hair. This is synthetic brush from Mag-Pol company. Those are dirt cheap, and quite popular in this part of Europe , i dont really reccomend those, their quality is shitty, 
    On the far right there is a diamond: Windsor&Newtone Series 7 brush - those go in Miniature line, or standard one. I prefer standard. They go with longer hair, which helps me a lot. Other people may like miniature series more... This brush is perfect tool, durable, flxible hait , great quality. They are expencive ( about 2/3 times more than citadel ones)  but totally worth it

Spytacie się więc : Jaki rozmiar pędzli należy nabyć na początek? Odpowiedź jest całkiem prosta. Mi wystarcza jeden pędzel w rozmiarze 1 ( uniwersalny) , jeden w rozmiarze 0 (detal, baardzo rzadko go uzywam) i jeden w rozmiarze 2 , głównie do malowania podstawek, czy nakładania kleju pod trawkę statyczną. Więcej pędzli jest w mojej opinii fanaberią.

If You ask me "What size of brushes do I need to paint ? and how much of them?" My answer will be very short. I use 3 sizes of brushes - no.1 for most work , no.0 for detailing and no.2 for basing , covering large areas , and such. More brushes are not really needed , in my opinion.